Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
32 posty 62 komentarze

kamień w bucie

Uparty - Jestem Chrześcijaninem, Polakiem i nie wstydzę się, ani Ewangelii, ani mego narodu, ani mojej tradycji.

Polemika z prof.Cezarym Mechem.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

 Jeśli chodzi o intencje artykułu to aczkolwiek są one dobre, ale nie tędy droga.

Najpierw sprawa demografii. Jeśli ja miałbym więcej dzieci niż mam, to majątek jaki mogłoby dać im do dyspozycji, byłby na głowę o wiele mniejszy. Boję się, że był by niewystarczający do tego, by mogły one godziwie żyć. W 50 metrowym mieszkaniu jedna osoba żyje wygodnie, dwie „jakoś się zmieszczą” ale 5 osób będzie już się męczyło a dzieci wychowane w takich warunkach raczej nie zdobędą odpowiednich kwalifikacji zawodowych, do tego by na siebie w przyszłości zarobić. Jedynym sposobem na to by dzieci były dobrze wykształcone, gdy brakuje pieniędzy, to jest ograniczenie ich liczby. Jest to naturalne. O ile wiem nawet dzikie zwierzęta pozbywają się najsłabszych osobników, gdy brakuje jedzenia dla wszystkich. Lepiej by przeżyło jedno dziecko silne niż dwa słabe. Wiem, to przerażające i ja się z tym nie godzę ale co mam zrobić, poza tym, że mogę o tym mówić. A prawda jest taka, że odbywająca się stale, od 1981 roku dekapitalizacja naszego państwa wymusza na społeczeństwie konieczność ograniczenia swojej liczebności. Dlatego stan wojenny, który ją rozpoczął był zbrodnią.

 

Obecnie w Polsce mamy taką sytuację, że dziewczęta są o wiele lepiej wykształcone i lepiej wychowane od mężczyzn. Gdy ja byłem dzieckiem i moi rodzice uczyli mnie różnych rzeczy prowadzając na tzw zajęcia dodatkowe, to wszędzie miałem kolegów. Dziewcząt prawie nie było, sami chłopcy. Gdy ja byłem w tych samych miejscach, w tych samych klubach sportowych, w tych samych ośrodkach kultury już jako rodzic zauważyłem, że na zajęciach praktycznie nie ma chłopców. Chłopcy przestali uprawiać szermierkę, przestali jeździć konno, nawet nie grają w piłkę na podwórku, na którym ja się wychowywałem. Dlaczego?

 

Dlatego, że obecnie na jednego nauczyciela przypada zaledwie 6 czy 7 uczniów. W związku z tym po to by każdy z nich mógł wyrobić pensum niezbędne do wypłaty wynagrodzenia każde dziecko musi mieć stosownie dużo lekcji. Ja miałem w pierwszych latach nauki 3 lekcje dziennie a pokolenie moich dzieci już 6! Czy oni mają siłę na cokolwiek po szkole! Gdyby jeden nauczyciel przypadał na 12 uczniów, to każdy z uczniów mógłby mieć o połowę mniej zajęć by nauczyciele mieli z czego żyć. Dlaczego więc nie zmniejszono liczby nauczycieli – bo nie było co z nimi zrobić a byli zatrudnieni na stałe, czyli do emerytury. Przy takim obciążeniu nauką, które wynikało z ilości nauczycieli chłopcom, w dzieciństwie rozwijającym się wolniej od dziewcząt nie starczało już siły na jakąkolwiek aktywność po szkole. W Niemczech, czy w Szwajcarii w dalszym ciągu młodsze dzieci uczą się trzy godziny dziennie a później grają w piłkę lub robią co chcą kształtując swoje osobowości i jak dorosną są mistrzami świata eksportu!

A u nas, nasze już dorosłe panie muszą zająć się pracą zawodową, bo mężczyźni nie są w stanie jej wykonać, bo od wielu lat system edukacji nie był dla nich właściwy. Ale nauczycielom, wszędzie poza Warszawą żyło się wspaniale!

 

Jak głupi jest system edukacji to podam przykład z Warszawy sprzed paru lat z najbardziej renomowanego w Warszawie liceum, pierwszego kilka lat temu we wszystkich rankingach. Otóż „Pani od Geografii” postanowiła zrobić klasówkę ze znajomości Wysp Karaibskich i nie była to żadna kara. Czego wymagała od młodzieży – ano tego, żeby młodzież znała nazwy wszystkich wysepek, oraz nazwę największej miejscowości na każdej z nich i nazwę głównej rzeki,w zasadzie strumyka. Po co nie wiadomo, ale ile godzin zajęło nauczenie się tych idiotyzmów to wiadomo. Czy w tym czasie jakikolwiek uczeń mógł się zająć czymś pozytywnym – oczywiście nie. Czy zrobienie takiej klasówki jest powodem do odwołania dyrekcji szkoły, Zależy gdzie. W Szwajcarii tak, w Polsce nie. Bo szkoła w Szwajcarii ma uczyć dziatwę a w Polsce być miejscem pracy nauczycieli. W rezultacie Szwajcarzy są bogaci, mimo jeszcze mniejszej liczby ludności niż Polska żyją dostatnio i spokojnie.

 

Dlaczego u nas nie rozwija się biznes. Podam jeden z powodów. Otóż gdy w 1989 roku wprowadzano nowe Prawo bankowe był tam taki zapis, że „bank ma działać w interesie klienta”. Pamiętam przerażenie prawników bankowych, gdy przeczytali ten zapis. Zaczęli się martwić, że banki nie będą miały z czego żyć, bo zawsze żyły z tego, że „robiły w trąbę” klientów. Na szczęście ustawodawca nie był wredny i spowodował, że zapis ten stał się martwy, stwierdzając, że nadzór bankowy nie bada relacji banku z klientami, zaś sama ustawa ustawą prawa administracyjnego nie badanego przez sądy powszechne! W rezultacie straty jakie spowodowały banki łupiąc klientów zmniejszyły nasz dochód narodowy wytworzony przez ostanie 20 lat mniej więcej o połowę. Jak to banki robiły. Różnie np. wypowiadając umowę kredytową tuż przed zakończeniem inwestycji i w ten sposób ją przejmując za 10-20% wartości a następnie sprzedając ją „krewnym i znajomym królika” za połowę wartości księgowej wynikające z kosztów nabycia, czyli za jakieś 5% rzeczywistej wartości, co pozwalało zaprzyjaźnionemu nabywcy żyć z amortyzacji tego zakupu wiele lat i doprowadzało do przejedzenia inwestycji. Inny sposób to np. przykład odmowa kredytowania dobrego pomysłu gospodarczego i umożliwienie wglądu w biznesplany osobom trzecim, które co prawda nic z nich nie rozumiały i nie potrafiły wykonać zamierzonego przedsięwzięcia, ale były swoje, więc pieniądze na nie dostały. W rezultacie była cicha plajta dobrego pomysłu. Takich przykładów mogę podać wiele.

 

A kwestia działalności urzędów - zwłaszcza skarbowych. Po wprowadzeni vatu nastąpił w Polsce kryzys. Dlaczego, bo urzędy skarbowe zlikwidowały nam dwie trzecie przemysłu konfekcyjnego. Trzeba pamiętać, że na początku lat 90 mieliśmy z Rosją w rzeczywistości dodatni bilans handlowy. Ok. 3,5 mld usd eksportu do Rosji z samego Stadionu 10-lecia w Warszawie. Drugie tyle z targowisk w Cieszynie i Tuszynie. W połowie lat 90 cała branża zmniejszyła się o 2/3. Jak to się stało.

 

Historia tego była prosta. W wyniku wojny domowej w Jugosławii zrobiło się miejsce na rynku zbytu w Rosji i miejsce to wypełnił polski drobny przemysł konfekcyjny. Gdy wojna się skończyła i Rosjanie chcieli swoim rynkiem finansować znowu Serbów nie mieli jak tego zrobić. Tak na prawdę rozproszonego handlu prywatnego nie ma jak zatrzymać analogicznie jak nie można zlikwidować przemytu narkotyków. Jedyne co można zrobić to zlikwidować produkcję towaru handlowego. I tu przystąpiły do akcji nasze urzędy skarbowe , które z rzekomej gorliwości o wpływy do budżetu zlikwidowały 2/3 zakładzików produkcyjnych spowodowały, że bezrobocie w Polsce wzrosło do ok 20 %, że wstrętni prywaciarze przestali jeździć lepszymi samochodami a to, że zaczął narastać dług publiczny w Polsce, że realizowali oni politykę gospodarczą Rosji – w końcu co ich to obchodzi. Oni zapewniają prawidłowość rozliczeń z budżetem.

 

Ostatni raz akcje niszczenia gospodarki na potrzeby administracji urzędy skarbowe podjęły zaraz po wyborze miłego im Tuska na premiera. Z sympatii chciały zatroszczyć się o pieniądze na jego cuda. Jaki był ówcześnie pomysł? Bardzo fajny. Otóż w Polsce było wtedy bardzo wielu tzw. ryczałtowców. Byli to ludzie, którzy nie prowadzili ewidencji kosztów działalności a płacili jedynie ryczałtowy podatek wyliczany jako część przychodów. (np. 7.5%). Z tym, że zgodnie z ustawą na ryczałt trzeba było się co roku zapisywać, czyli składać do bodajże 15 stycznia deklarację, że będzie się w danym roku rozliczać z obowiązku podatkowego właśnie w ten sposób. Ponieważ jednak było to uciążliwe dla urzędów, to była z tego straszna kupa papierów Urzędy Skarbowe zaczęły kiedyś tam przyjmować interpretacje tego przepisu taką, że jeżeli ktoś raz się zgłosił na ryczałt i nie chce nic w sposobie rozliczania podatku dochodowego zmienić, to nie musi składać deklaracji co roku, bo deklaracji „zerowych”, czyli deklaracji braku zmiany się nie składa. Ale urzędy w Polsce nie są związane własnymi interpretacjami przepisów, a ustawa mówiła inaczej .

Gdy nastał miłościwie nam panujący Tusk aparat skarbowy postanowił w listopadzie 2007 roku go wspomóc w ten sposób, że zmienił obowiązującą interpretacje przepisów i zaczął się pytać ryczałtowców o ewidencje koszów za 5 lat wstecz. Ponieważ jej nie mieli, bo byli przekonani że nie mieli obowiązku jej prowadzić, to zadeklarowane przychody były traktowane jako dochody ( bo kosztów nie wykazywali) i każdemu z nich został naliczony zaległy podatek, po ok. 105 tys zł na ryczałtowca. Ryczałtowcami byli głównie drobni rzemieślnicy np. ci co naprawiali pralki, lodówki, drobni murarze itd., w sumie nikt dla urzędnika ważny. Zgodnie z planami miało to przynieść ok. 60 mld zł przychodów budżetowych, czyli zapełnić istniejąca dziurę w budżecie. Na szczęście zaczęli to robić zbyt szybko, gdy Tusk jeszcze nie czuł się zbyt pewnie na swoim stołku i akcję po natychmiast zorganizowanym proteście części środowisk opiniotwórczych odwołał w grudniu 2007 roku, bojąc się, że będzie to dobry argument propagandowy dla Pisu.

 

Oczywiście swój istotny udział w naszej biedzie ma również środowisko sądowo-prawnicze. Zachęca ono bowiem, by działalność gospodarczą prowadzić ze szkodą dla drugiego. Nie ma bowiem u nas, w naszym prawie definicji szkody ale jest przepis, że odszkodowanie nie może wzbogacać pokrzywdzonego. Wynika więc z tego, że najbardziej w biznesie opłaca się „rąbać wszystkich na około” bo co najwyżej trzeba będzie zwrócić „rąbnięte” pieniądze a na pewno nic się do tego nie dołoży. W związku z tym nasza gospodarka jest zupełnie nie innowacyjna, nie ma żadnej istotnej kooperacji między podmiotami gospodarczymi. Wprowadzenie jakiejkolwiek innowacji zawsze jest trudne i początkowo osłabia firmę pracującą nad jej wprowadzeniem. Praktycznie w naszym systemie prawnym nie ma szansy by taki podmiot gospodarczy nie stał się czyimś łupem. Kooperacja jest również nie możliwa, do kooperant przy pierwszych trudnościach przerzuci koszty na nic nie spodziewającego się kontrahenta.

 

Tak więc Panie profesorze, to wszystko co pan mówi to jest prawdą ale najpierw trzeba cała sferę budżetową zdyscyplinować, powiedzieć im wszystkim i każdemu z osobna, ze pełnia rolę służebną wobec celu dla którego są powołani, że ich prawa kończą się na prawie do wynagrodzenie, że sami nie płacą żadnych podatków bo wszystkie pieniądze jakie zarabiają to już są podatkami a dopiero w następnym kroku można myśleć o sposobie konstruowania budżetu.

 

I teraz przestroga dla ludzi żyjących z budżetu. Nie protestujecie przeciwko tym ograniczeniom a sami je wprowadźcie, bo jeśli się wprowadzi je szybko, to może połowa z was będzie miała z czego żyć a dla drugiej polowy może da rady wprowadzić jakieś mechanizmy łagodzące skutki upadku finansowego państwa. Jeśli choćby na moment zapomnicie, że jedząc śniadanie objadacie jakieś niedożywione dziecko gdzieś na prowincji, którego rodzicom pieniądze na śniadanie zabrał komornik skarbowy w asyście policjanta i nie spowodujecie, że wasza praca przyczyni się do wzrostu produkcji dóbr i usług wymienialnych większego niż mogli by to zrobi rodzice tegoż dziecka i dalej nie zapewnicie transferu części tej nadwyżki do ich kieszeni to już nie długo sami nie będziecie mieli co jeść. Nie liczcie również na to, że osoby które wiedza jak poprowadzić sprawy publiczne tak by naprawdę wszystkim żyło się lepiej, by cała wspólnota była bogatsza, zaczną to robić nie mając pewności, że w dającej przewidzieć przyszłości ktoś nie będzie chciał popsuć ich wysiłku na przykład nieodpowiedzialnie wybierając większość parlamentarną.

 

Myślę Panie Profesorze, że obecnie nie ma ważniejszej sprawy od uświadomienia całej sferze budżetowej jej destrukcyjnej i aspołecznej roli, bo bez tego nie wprowadzimy żadnych zmian. Nikt się z nimi mocować nie będzie.

 

Jeśli chodzi o intencje artykułu to aczkolwiek są one dobre, ale nie tędy droga.

Najpierw sprawa demografii. Jeśli ja miałbym więcej dzieci niż mam, to majątek jaki mogłoby dać im do dyspozycji, byłby na głowę o wiele mniejszy. Boję się, że był by niewystarczający do tego, by mogły one godziwie żyć. W 50 metrowym mieszkaniu jedna osoba żyje wygodnie, dwie „jakoś się zmieszczą” ale 5 osób będzie już się męczyło a dzieci wychowane w takich warunkach raczej nie zdobędą odpowiednich kwalifikacji zawodowych, do tego by na siebie w przyszłości zarobić. Jedynym sposobem na to by dzieci były dobrze wykształcone, gdy brakuje pieniędzy, to jest ograniczenie ich liczby. Jest to naturalne. O ile wiem nawet dzikie zwierzęta pozbywają się najsłabszych osobników, gdy brakuje jedzenia dla wszystkich. Lepiej by przeżyło jedno dziecko silne niż dwa słabe. Wiem, to przerażające i ja się z tym nie godzę ale co mam zrobić, poza tym, że mogę o tym mówić. A prawda jest taka, że odbywająca się stale, od 1981 roku dekapitalizacja naszego państwa wymusza na społeczeństwie konieczność ograniczenia swojej liczebności. Dlatego stan wojenny, który ją rozpoczął był zbrodnią.

 

Obecnie w Polsce mamy taką sytuację, że dziewczęta są o wiele lepiej wykształcone i lepiej wychowane od mężczyzn. Gdy ja byłem dzieckiem i moi rodzice uczyli mnie różnych rzeczy prowadzając na tzw zajęcia dodatkowe, to wszędzie miałem kolegów. Dziewcząt prawie nie było, sami chłopcy. Gdy ja byłem w tych samych miejscach, w tych samych klubach sportowych, w tych samych ośrodkach kultury już jako rodzic zauważyłem, że na zajęciach praktycznie nie ma chłopców. Chłopcy przestali uprawiać szermierkę, przestali jeździć konno, nawet nie grają w piłkę na podwórku, na którym ja się wychowywałem. Dlaczego?

 

Dlatego, że obecnie na jednego nauczyciela przypada zaledwie 6 czy 7 uczniów. W związku z tym po to by każdy z nich mógł wyrobić pensum niezbędne do wypłaty wynagrodzenia każde dziecko musi mieć stosownie dużo lekcji. Ja miałem w pierwszych latach nauki 3 lekcje dziennie a pokolenie moich dzieci już 6! Czy oni mają siłę na cokolwiek po szkole! Gdyby jeden nauczyciel przypadał na 12 uczniów, to każdy z uczniów mógłby mieć o połowę mniej zajęć by nauczyciele mieli z czego żyć. Dlaczego więc nie zmniejszono liczby nauczycieli – bo nie było co z nimi zrobić a byli zatrudnieni na stałe, czyli do emerytury. Przy takim obciążeniu nauką, które wynikało z ilości nauczycieli chłopcom, w dzieciństwie rozwijającym się wolniej od dziewcząt nie starczało już siły na jakąkolwiek aktywność po szkole. W Niemczech, czy w Szwajcarii w dalszym ciągu młodsze dzieci uczą się trzy godziny dziennie a później grają w piłkę lub robią co chcą kształtując swoje osobowości i jak dorosną są mistrzami świata eksportu!

A u nas, nasze już dorosłe panie muszą zająć się pracą zawodową, bo mężczyźni nie są w stanie jej wykonać, bo od wielu lat system edukacji nie był dla nich właściwy. Ale nauczycielom, wszędzie poza Warszawą żyło się wspaniale!

 

Jak głupi jest system edukacji to podam przykład z Warszawy sprzed paru lat z najbardziej renomowanego w Warszawie liceum, pierwszego kilka lat temu we wszystkich rankingach. Otóż „Pani od Geografii” postanowiła zrobić klasówkę ze znajomości Wysp Karaibskich i nie była to żadna kara. Czego wymagała od młodzieży – ano tego, żeby młodzież znała nazwy wszystkich wysepek, oraz nazwę największej miejscowości na każdej z nich i nazwę głównej rzeki,w zasadzie strumyka. Po co nie wiadomo, ale ile godzin zajęło nauczenie się tych idiotyzmów to wiadomo. Czy w tym czasie jakikolwiek uczeń mógł się zająć czymś pozytywnym – oczywiście nie. Czy zrobienie takiej klasówki jest powodem do odwołania dyrekcji szkoły, Zależy gdzie. W Szwajcarii tak, w Polsce nie. Bo szkoła w Szwajcarii ma uczyć dziatwę a w Polsce być miejscem pracy nauczycieli. W rezultacie Szwajcarzy są bogaci, mimo jeszcze mniejszej liczby ludności niż Polska żyją dostatnio i spokojnie.

 

Dlaczego u nas nie rozwija się biznes. Podam jeden z powodów. Otóż gdy w 1989 roku wprowadzano nowe Prawo bankowe był tam taki zapis, że „bank ma działać w interesie klienta”. Pamiętam przerażenie prawników bankowych, gdy przeczytali ten zapis. Zaczęli się martwić, że banki nie będą miały z czego żyć, bo zawsze żyły z tego, że „robiły w trąbę” klientów. Na szczęście ustawodawca nie był wredny i spowodował, że zapis ten stał się martwy, stwierdzając, że nadzór bankowy nie bada relacji banku z klientami, zaś sama ustawa ustawą prawa administracyjnego nie badanego przez sądy powszechne! W rezultacie straty jakie spowodowały banki łupiąc klientów zmniejszyły nasz dochód narodowy wytworzony przez ostanie 20 lat mniej więcej o połowę. Jak to banki robiły. Różnie np. wypowiadając umowę kredytową tuż przed zakończeniem inwestycji i w ten sposób ją przejmując za 10-20% wartości a następnie sprzedając ją „krewnym i znajomym królika” za połowę wartości księgowej wynikające z kosztów nabycia, czyli za jakieś 5% rzeczywistej wartości, co pozwalało zaprzyjaźnionemu nabywcy żyć z amortyzacji tego zakupu wiele lat i doprowadzało do przejedzenia inwestycji. Inny sposób to np. przykład odmowa kredytowania dobrego pomysłu gospodarczego i umożliwienie wglądu w biznesplany osobom trzecim, które co prawda nic z nich nie rozumiały i nie potrafiły wykonać zamierzonego przedsięwzięcia, ale były swoje, więc pieniądze na nie dostały. W rezultacie była cicha plajta dobrego pomysłu. Takich przykładów mogę podać wiele.

 

A kwestia działalności urzędów - zwłaszcza skarbowych. Po wprowadzeni vatu nastąpił w Polsce kryzys. Dlaczego, bo urzędy skarbowe zlikwidowały nam dwie trzecie przemysłu konfekcyjnego. Trzeba pamiętać, że na początku lat 90 mieliśmy z Rosją w rzeczywistości dodatni bilans handlowy. Ok. 3,5 mld usd eksportu do Rosji z samego Stadionu 10-lecia w Warszawie. Drugie tyle z targowisk w Cieszynie i Tuszynie. W połowie lat 90 cała branża zmniejszyła się o 2/3. Jak to się stało.

 

Historia tego była prosta. W wyniku wojny domowej w Jugosławii zrobiło się miejsce na rynku zbytu w Rosji i miejsce to wypełnił polski drobny przemysł konfekcyjny. Gdy wojna się skończyła i Rosjanie chcieli swoim rynkiem finansować znowu Serbów nie mieli jak tego zrobić. Tak na prawdę rozproszonego handlu prywatnego nie ma jak zatrzymać analogicznie jak nie można zlikwidować przemytu narkotyków. Jedyne co można zrobić to zlikwidować produkcję towaru handlowego. I tu przystąpiły do akcji nasze urzędy skarbowe , które z rzekomej gorliwości o wpływy do budżetu zlikwidowały 2/3 zakładzików produkcyjnych spowodowały, że bezrobocie w Polsce wzrosło do ok 20 %, że wstrętni prywaciarze przestali jeździć lepszymi samochodami a to, że zaczął narastać dług publiczny w Polsce, że realizowali oni politykę gospodarczą Rosji – w końcu co ich to obchodzi. Oni zapewniają prawidłowość rozliczeń z budżetem.

 

Ostatni raz akcje niszczenia gospodarki na potrzeby administracji urzędy skarbowe podjęły zaraz po wyborze miłego im Tuska na premiera. Z sympatii chciały zatroszczyć się o pieniądze na jego cuda. Jaki był ówcześnie pomysł? Bardzo fajny. Otóż w Polsce było wtedy bardzo wielu tzw. ryczałtowców. Byli to ludzie, którzy nie prowadzili ewidencji kosztów działalności a płacili jedynie ryczałtowy podatek wyliczany jako część przychodów. (np. 7.5%). Z tym, że zgodnie z ustawą na ryczałt trzeba było się co roku zapisywać, czyli składać do bodajże 15 stycznia deklarację, że będzie się w danym roku rozliczać z obowiązku podatkowego właśnie w ten sposób. Ponieważ jednak było to uciążliwe dla urzędów, to była z tego straszna kupa papierów Urzędy Skarbowe zaczęły kiedyś tam przyjmować interpretacje tego przepisu taką, że jeżeli ktoś raz się zgłosił na ryczałt i nie chce nic w sposobie rozliczania podatku dochodowego zmienić, to nie musi składać deklaracji co roku, bo deklaracji „zerowych”, czyli deklaracji braku zmiany się nie składa. Ale urzędy w Polsce nie są związane własnymi interpretacjami przepisów, a ustawa mówiła inaczej .

Gdy nastał miłościwie nam panujący Tusk aparat skarbowy postanowił w listopadzie 2007 roku go wspomóc w ten sposób, że zmienił obowiązującą interpretacje przepisów i zaczął się pytać ryczałtowców o ewidencje koszów za 5 lat wstecz. Ponieważ jej nie mieli, bo byli przekonani że nie mieli obowiązku jej prowadzić, to zadeklarowane przychody były traktowane jako dochody ( bo kosztów nie wykazywali) i każdemu z nich został naliczony zaległy podatek, po ok. 105 tys zł na ryczałtowca. Ryczałtowcami byli głównie drobni rzemieślnicy np. ci co naprawiali pralki, lodówki, drobni murarze itd., w sumie nikt dla urzędnika ważny. Zgodnie z planami miało to przynieść ok. 60 mld zł przychodów budżetowych, czyli zapełnić istniejąca dziurę w budżecie. Na szczęście zaczęli to robić zbyt szybko, gdy Tusk jeszcze nie czuł się zbyt pewnie na swoim stołku i akcję po natychmiast zorganizowanym proteście części środowisk opiniotwórczych odwołał w grudniu 2007 roku, bojąc się, że będzie to dobry argument propagandowy dla Pisu.

 

Oczywiście swój istotny udział w naszej biedzie ma również środowisko sądowo-prawnicze. Zachęca ono bowiem, by działalność gospodarczą prowadzić ze szkodą dla drugiego. Nie ma bowiem u nas, w naszym prawie definicji szkody ale jest przepis, że odszkodowanie nie może wzbogacać pokrzywdzonego. Wynika więc z tego, że najbardziej w biznesie opłaca się „rąbać wszystkich na około” bo co najwyżej trzeba będzie zwrócić „rąbnięte” pieniądze a na pewno nic się do tego nie dołoży. W związku z tym nasza gospodarka jest zupełnie nie innowacyjna, nie ma żadnej istotnej kooperacji między podmiotami gospodarczymi. Wprowadzenie jakiejkolwiek innowacji zawsze jest trudne i początkowo osłabia firmę pracującą nad jej wprowadzeniem. Praktycznie w naszym systemie prawnym nie ma szansy by taki podmiot gospodarczy nie stał się czyimś łupem. Kooperacja jest również nie możliwa, do kooperant przy pierwszych trudnościach przerzuci koszty na nic nie spodziewającego się kontrahenta.

 

Tak więc Panie profesorze, to wszystko co pan mówi to jest prawdą ale najpierw trzeba cała sferę budżetową zdyscyplinować, powiedzieć im wszystkim i każdemu z osobna, ze pełnia rolę służebną wobec celu dla którego są powołani, że ich prawa kończą się na prawie do wynagrodzenie, że sami nie płacą żadnych podatków bo wszystkie pieniądze jakie zarabiają to już są podatkami a dopiero w następnym kroku można myśleć o sposobie konstruowania budżetu.

 

I teraz przestroga dla ludzi żyjących z budżetu. Nie protestujecie przeciwko tym ograniczeniom a sami je wprowadźcie, bo jeśli się wprowadzi je szybko, to może połowa z was będzie miała z czego żyć a dla drugiej polowy może da rady wprowadzić jakieś mechanizmy łagodzące skutki upadku finansowego państwa. Jeśli choćby na moment zapomnicie, że jedząc śniadanie objadacie jakieś niedożywione dziecko gdzieś na prowincji, którego rodzicom pieniądze na śniadanie zabrał komornik skarbowy w asyście policjanta i nie spowodujecie, że wasza praca przyczyni się do wzrostu produkcji dóbr i usług wymienialnych większego niż mogli by to zrobi rodzice tegoż dziecka i dalej nie zapewnicie transferu części tej nadwyżki do ich kieszeni to już nie długo sami nie będziecie mieli co jeść. Nie liczcie również na to, że osoby które wiedza jak poprowadzić sprawy publiczne tak by naprawdę wszystkim żyło się lepiej, by cała wspólnota była bogatsza, zaczną to robić nie mając pewności, że w dającej przewidzieć przyszłości ktoś nie będzie chciał popsuć ich wysiłku na przykład nieodpowiedzialnie wybierając większość parlamentarną.

 

Myślę Panie Profesorze, że obecnie nie ma ważniejszej sprawy od uświadomienia całej sferze budżetowej jej destrukcyjnej i aspołecznej roli, bo bez tego nie wprowadzimy żadnych zmian. Nikt się z nimi mocować nie będzie.    

KOMENTARZE

  • Demografia
    Odniosę się tylko do tej kwestii, czy można wychować i dobrze wykształcić dzieci w 50 m. mieszkaniu ? jak najbardziej. Wszytko zależy od tego, czy mamy nadzieję na lepszą przyszłość, bo wtedy ta ciasnota jest do przeżycia.
  • @Uparty i finka
    Można. Mam w rozszerzonej rodzinie rodzinę z sześciorgiem dzieci wychowanych na 54 metrach. I wszystkie sobie doskonale dają radę, a więzy rodzinne mają wyjątkowo silne.

    Kwestia leży w tym, co tak naprawdę od życia chcemy. Bo jeżeli nowej plazmy, wspaniałego furaka i najnowszej różowej golarki do części intymnych, to rzeczywiście nie.
  • @mustrum
    Zgadzam się z przedmówcą. W mieszkaniu o podobnym metrażu wychowałem 6 dzieci. Jednak one z nami, małżonkami i ze swymi dziećmi już w tym samym metrażu nie zmieściłyby się bo policzmy, 2+12+16=30 osób.
    Tu trzeba specjalnego sprawiedliwego prawa podatkowego, aby rodziny o większej ilości dzieci płaciły podatek w zależności od ilości osób na utrzymaniu. Wtedy rodzice będą mogli wspierać następne pokolenie w starcie życiowym, bo teraz całe siły wkładają w przeżycie.
  • Niech uwolnią rolnictwo od podatków i uwolnią ceny ziemii
    a ludzie wrócą na wieś i będą dzietni.

    Dość już tych statystyk i komunistów u władzy.
    Mielą i mielą te bzdury.
    Zachciało im się inżynierii społecznej.

    Łapy precz od nas czerwona hołoto.
  • "Obecnie w Polsce mamy taką sytuację, że dziewczęta są o wiele lepiej wykształcone i lepiej wychowane od mężczyzn"
    śmieszne stwierdzenie, szczególnie jeżeli chodzi o to wychowanie. Niech Autor przejedzie się tramwajem, albo autobusem i zobaczy te hordy młodych inwalidek bezwstydnie okupujących miejsca siedzące i tłukących w klawisze telefonów komórkowych.
  • Sporo racji w tekście choć jakby się nieco powtarza :)
    Z tym jednak nie mogę się zgodzić!

    "W 50 metrowym mieszkaniu jedna osoba żyje wygodnie, dwie „jakoś się zmieszczą” ale 5 osób będzie już się męczyło a dzieci wychowane w takich warunkach raczej nie zdobędą odpowiednich kwalifikacji zawodowych, do tego by na siebie w przyszłości zarobić. Jedynym sposobem na to by dzieci były dobrze wykształcone, gdy brakuje pieniędzy, to jest ograniczenie ich liczby. Jest to naturalne. O ile wiem nawet dzikie zwierzęta pozbywają się najsłabszych osobników, gdy brakuje jedzenia dla wszystkich. Lepiej by przeżyło jedno dziecko silne niż dwa słabe. Wiem, to przerażające"

    Ludzie to nie są DZIKIE ZWIERZĘTA, a takie poglądy wyznawali naziści likwidując chorych, zwłaszcza umysłowo chorych - mowa o swoich pobratymcach nawet! Człowiek to człowiek, Jezus Chrystus litował się nad każdym, uzdrawiał, karmił mnożąc cudownie chleb-ryby, nie przywiązywał ŻADNEJ WAGI do pieniędzy, majątku, jego gromadzenia.

    Mamy zły, neoliberalny system, to jak widać wyżej ukąsiło Heglem wielu Polaków. Zbyt wielu jak na KATOLICKI NARÓD POLSKI, jak na kraj Jana Pawła II. Demografia zatem to nie jest kwestia pieniędzy, ale systemu, który nawet w sferze wartości zamienia ludzi w bestie, w dzikie zwierzęta, a świat w dżunglę gdzie nawet "Bóg nie pomoże" jak śpiewał "konserwatywny" Lady Pank.

    Dawniej większość rodzin była wielodzietna, wielcy Polacy rodzili się w XIX wieku czy na początku XX wieku z reguły w biedzie, czy umiarkowanym niedostatku biorąc pod uwagę dzisiejsze kryteria. Jakim cudem więc zdobyli wykształcenie, dobrą pracę, pozycję i etos patrioty, wielkich Polaków, wielkich Ludzi?

    Trzeba skończyć z taką propagandą. Dzieci z rodziny koszmarnie biednej i żyjącej w jednej izbie także mogą wyrosnąć na ludzi, ale trzeba im pomóc. Z jednej strony mądrym systemem, z drugiej ludzką życzliwością od sąsiadów, od parafii, wspólnoty lokalnej przez większe programy narodowe. Naród może pomagać biednym rodzinom i wręcz powinien to czynić dla swojego dobra ogólnego!

    Liberalizm nas pochłonie bardziej niż nazizm i komunizm łącznie. Kto to wiedział żeby jakieś idiotyczne studia humanistyczne (a jest mnóstwo takich kierunków) były darmowe, a potrzebne kierunki techniczne płatne? Chcesz studiować jakąś pierdołę o UE, chcesz być milionowym socjologiem itd, to płać. Chcesz zostać konstruktorem, architektem to będziemy ci pomagać od przedszkola :)

    Trzeba KULTU, MODY rodziny wielodzietnej i zrozumienia że naród to nie tylko bogacze, elity, osoby wykształcone po studiach, ale także robotnicy, ludzie prości, ale UCZCIWI. Trzeba wyciągnąć rękę do wykluczonych, wyalienowanych, to nie są ludzie straceni nieodwołalnie, ale PORZUCENI PRZEZ SYSTEM i bliźnich, ofiary systemu III RP, ofiary neoliberalizmu.
  • @mustrum
    Masz 100% rację, cele w życiu i właściwy pryzmat patrzenia na nasz los. Wszyscy nie będą na szczycie piramidy i w ogóle takie postawienie sprawy jest błędne, ta piramida powinna mieć na górze spłaszczony mocno wierzchołek, coraz bardziej płaski, dlatego jestem za egalitaryzmem, ale z pozycji KATOLICKO-NARODOWYCH, a nie lewicowych, masońskich itd

    System III RP zaprojektowano z góry na depopulację, czyli w 1989 wypowiedziano wojnę Narodowi Polskiemu.
  • @Tomasz A.S.
    Prawo podatkowe pomoże klasie średniej mającej dochody, a rolnikom i biedocie co ma Pan do zaproponowania? Wyjazd zagranicę żeby zarabiać godnie w Luksemburgu wycierając tam komuś tyłki i zmywając, sprzątając?

    Nic nie jest takie proste, gdyby wszyscy mieli pracę i ludzkie dochody powiedzmy 1500zł minimum na głowę, to można się bawić nawet w redukcję PIT całkiem dla takich rodzin, zresztą ulga rodzinna zeruje PIT biednym rodzinom.

    Myślicie Kochani za dużo o sobie, każda polska rodzina ma specyficzną sytuację, ilu właściwie jest podatników PIT? Co z resztą? Dobór naturalny z braku warunków do życia, redukcja potomstwa żeby wychować samych nielicznych "silnych" jak proponuje Autor artykułu z nadludzką siłą Herkulesów żeby jeden pracował na 10 emerytów pobierających 2-10 razy więcej od młodych pracowników na pensji minimalnej? To znaczy Autor postuluje redukcję poprzez jak rozumiem nie powoływanie do życia, czyli Naturalną Metodę Regulacji Poczęć :) Szklanka wody zamiast.

    circ- rolnictwo dopiero oberwie od podatków, na razie mamy preludium tego procesu. Likwidacja socjalnego KRUS jest w istocie eksterminacją, także rolnictwa, nie tylko ludzi, zresztą wtedy wszyscy zgłoszą się do systemów opieki społecznej, urzędów pracy po ubezpieczenie medyczne tylko, zaś emerytur nie będą mieli ŻADNYCH. Nie przejdą do ZUS, nie będą płacić takich składek, bo nie mają z czego bardzo często.

    Zaczynam naprawdę patrząc na III RP coraz cieplej myśleć o sowieckim PRL. Nawet Bierut tak nie mordował Polaków jak neoliberalizm III RP też autorstwa często tych samych ekonomistów w sensie nacji, przynależności do masonerii, agentury.

    Wyklinanie tzw socjalizmu jest obowiązkowym zaklęciem wszelkiej maści prawaków. Warto pomyśleć co jest katolicką pomocą dla bliźnich, a co naprawdę socjalizmem, czyli choćby te żłobki, przedszkola do tresowania dzieci, czy przeładowane programami szkoły. To jest socjalizm! Albo lewicowe wychowanie libertyńskie - to jest socjalizm, a nie becikowe czy zasiłki rodzinne w skandalicznej małości (szkoda używać słowa wysokości) na dziecko. Od razu kolejne zaklęcie - co będziemy mnożyć "patologie", czyli miliony rodzin uważa się za patologie, a bogaczy-przestępców za normalne elity, klasę średnią.

    Biorąc do ręki czasopismo nie widać tam ANI JEDNEJ NORMALNEJ KOBIETY, wszystkie są po stu związkach, mają dzieci z paru małżeństw, rozwody, zdrady, rozstania po 1-3 latach najdalej. Faceci podobnie. Sodoma. Jakie to wzorce są? To jest wszystko kreowane, było za PRL, ale nasila się po 1989 roku z roku na rok.

    Nie ma sprawiedliwego prawa podatkowego, bo z natury rzeczy ono zawsze pominie biedotę, zwłaszcza że VAT Was nie boli jako nieźle zarabiających, prawda? A większość Polaków nie boli ten marny PIT z ich marnych dochodów zwłaszcza po odliczeniu ulg na dzieci, ale VAT!!! I trochę akcyzy, oraz haracze korporacyjne, lichwa wliczana w KAŻDY rachunek. Zobaczcie na rachunek za energię, przesyłowe itd, za telefon abonament, a cóż to jest? Haracz na rzecz Francji przez "sprywatyzowane" TPSA państwu francuskiemu, można było telefonię sprzedać np Ruandzie.
  • @Marek Kajdas
    W 95% zgadzam się z Panem. Na temat prawa podatkowego wypowiedziałem się w małym tylko fragmencie.
    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930